Warsztat też sprzedawca cz.3

Celem naszego cyklu jest wskazanie, ile okazji ma warsztat, by potencjalnie zarobić na aucie kupionym za 500– (no tak, bo inflacja). Na pewno mógłby zrobić 500+, choć jak już wiemy, bardzo często lituje się nad portfelem klienta.

Już się umówiliśmy z warsztatowcami (co nam sprzedali przez telefon?), już przyjechaliśmy i przyjęto nasz pojazd na zakontraktowaną usługę oraz znalezione dodatkowo operacje, wypatrzone sprawnie podczas oględzin samochodu przed warsztatem (kolejna okazja). Czas na to, co mechanik może znaleźć na hali warsztatowej oraz na szanse zarobku wynikające z wieku i przebiegu auta. Niezły wachlarz możliwości, prawda? A to jeszcze nie koniec.

Sposób na mgłę

Zamiast rzucania okiem przed firmą, często w deszczu, śniegu, na mrozie, na lodzie, w objęciach huraganu, wiecznej zmarzlinie, w upale, skwarze oraz we mgle, czyli typowych zjawiskach atmosferycznych, tudzież geograficznych, serwisant może obejrzeć wraz z nami pojazd, będąc zabezpieczonym przed tego rodzaju pogodą, na stanowisku recepcji bezpośredniej (o której kiedyś pisałem). Wtedy będzie mógł dostrzec znaczenie więcej okazji do sprzedaży, choćby dlatego, że zlustruje samochód od spodu. I pokaże nam to, co się zepsuło, a my, widząc, słysząc i czując, dziarsko podejmiemy decyzję o wyciągnięciu dodatkowych pieniędzy w ramach troski o auto, siebie i bezpieczeństwo ogółu.

Jeśli nie ma recepcji bezpośredniej, to mechanik będzie mógł zrobić mniej więcej to samo na hali warsztatowej, ale już bez nas, bo na okoliczność wymogów BHP nie powinniśmy tam wchodzić, choć zdarza się, że wchodzimy.

 

 

Automatyczna rekomendacja

Miłe i przytulne stanowisko serwisowe to niby ustrojstwo typowo techniczne, ale bez niego sprzedaż dodatkowa byłaby mocno ograniczona. Serwisant może dzięki niemu dostrzec kolejne okazje do zarobku, choćby na wszelakich elementach zawieszenia i układu kierowniczego, tłumikach, płynach ustrojowych, filtrach, akumulatorach czy ustawieniu świateł. Niby żadne odkrycie, ale warto wspomnieć, bo celem naszego cyklu jest wskazanie, ile okazji ma warsztat, by potencjalnie zarobić na aucie kupionym za 500– (no tak, bo inflacja). Na pewno mógłby zrobić 500+, choć jak już wiemy, bardzo często lituje się nad naszym portfelem.

Zdarza się, że ta litość jest zupełnie nieuświadomiona, bo wielu rzeczy nie zauważa, nie ma czasu bądź nie chce zauważyć.

 

Potencjał tworzą też wszystkie jeszcze niezamówione przez nas operacje wynikające z wieku i przebiegu samochodu. A to przeglądy, a to wymiana klocków i tarcz, a to rozrząd. Tak naprawdę niektóre z tych operacji serwis może zaproponować nam, zanim się jeszcze zjawimy, bo jeśli firma dysponuje komputerowym zapisem naszych wizyt, pewne czynności same pchają się z tych zapisów wprost w ręce mechanika i kasjera. W tym np. opony czy przegląd rejestracyjny (w stacjach kontroli pojazdów).

Za jakiś czas tzw. Internet rzeczy nie pozwoli, żebyśmy my jako klienci, doradca klienta, serwisant i jeszcze parę innych osób, zapomnieli, że trzeba naprawić coś w aucie. Mechanik będzie zapewne jeszcze jakoś do majstrowania potrzebny, ale do wykrycia będzie miał coraz mniej. Przypomni o tym sam samochód, wespół z bazą danych producenta, laptopem oraz komputerem diagnostycznym warsztatowca i naszym telefonem. Łapmy się za portfele!

Cdn.

[FM_form id=”1″]

Autor: Maciek

Podziel się tym postem na
Show Buttons
Hide Buttons