Racja-relacja

Albo masz rację, albo masz relację, mówi mój współpracownik. Ostatnio dwukrotnie, niemal dzień po dniu miałem nieprzyjemność sprawdzić tę prawdę w kontaktach z serwisantami.

Takie przypadki zdarzają się co jakiś czas. Nie jest to typowe déjà vu, a raczej sytuacja, której doświadczasz czytając książkę, gdy w grającym obok telewizorze (lub w grającej obok małżonce, oczywiście płci męskiej lub żeńskiej) usłyszysz dokładnie to samo słowo, które akurat czytasz (i nie jest to „i”, „że”, „dżender” lub „trybunał”, żeby wymienić tylko te najbardziej popularne).

Przygoda pierwsza

Ale do rzeczy… Chciałem zapytać, ile kosztuje przegląd w ASO Renault, do bardzo konkretnego samochodu mojej żony. No i okazało się, że trzeba podać numer VIN, którego nie miałem, bo to przecież nie mój samochód. Kilka lat temu nie było problemu i ceny najpopularniejszych operacji dla najpopularniejszych modeli dumnie wisiały na plakacie (inna sprawa, że w tymże obiekcie podczas rozmowy z pracownikiem zawsze uzyskiwałem cenę wyższą niż ta z plakatu – no ale nie od dziś wiadomo, że praca ludzka rzeczą cenną jest, nie to co kawałek papieru). Ten samochód, taka cena. Koniec, kopka.PL.

Teraz już nie. Ponoć ten sam model wyprodukowany we wtorek może mieć inny program przeglądowy (np. co 20 lub 30 tys. km) niż ten ze środy, stąd jedynym ratunkiem nauczyć się VIN na pamięć. Można też ewentualnie nie pomagać żonie, co jest kuszącą propozycją.

Kiedyś jedną z przewag ASO Renault były ryczałty – czyli takie ceny, że z góry dokładnie wiesz, ile zapłacisz i szybko poznajesz cenę. Nie było najtaniej, ale była szybkość i pewność (no chyba że plakat nie zgadzał się z pracownikiem). Ale nie, po co, teraz trzeba czekać kilka minut na medytacje pracownika przy SYSTEMIE, żeby móc poznać wyrok cenowy.

KOLEDZY Z CENTRALI RENAULT! BŁAGAM!!!

Ale do rzeczy – pracownik ASO (a nawet pracownicy, bo swoje racje wykładała mi nieomylna trójca) może i miał rację co do konieczności posiadania numeru VIN, ale co z tego, skoro ta racja jest zupełnie nieproklientowska, i takiż sposób jej wyłożenia. Z taką wyższością, z takim superego, będącym sumą owych trzech ego, że aż moje wielkie ego też rady nie dało.

Efekt – z relacji nici.

Przygoda druga

Dwa dni potem obserwowałem na szkoleniu grupę mechaników z ASO (ale nie Renault), którzy w swojej dużej części postrzegają klienta jako zbędną składową swojego życia, ale jeśli już on musi być, to chętnie by go nauczyli, postawili na baczność, opieprzyli i kazali mu przed spotkaniem w sprawie naprawy pojazdu przygotować się jak na egzamin z mechaniki cieczy (A parusetstronicową instrukcję to szanowny pan czytał?).

Uwaga, konkluzja

Jak masz rację, to walcz o nią chłopie (i chłopie, nieważne, czy jesteś kobietą czy mężczyzną), ale najpierw zastanów się, ile ona jest warta. Może lepiej na tej racji skorzystasz, jeśli czasem jej nie udowodnisz. Niezależnie od tego, czy jesteś serwisantem czy klientem.

[FM_form id=”1″]

 

Autor: Maciek

Podziel się tym postem na
Show Buttons
Hide Buttons